myrol

Zewnętrze osobowości

Wpisy z tagiem: zycie

Obraz.

2 komentarzy

Środek nocy, samotny mężczyzna siedzi sam w pokoju, za oknem milcząca ciemność.
Ubrany jest w ciemne, niebieskie jeansy i koszulę z długimi rękawami.
W tle rozbrzmiewa muzyka, ta którą możecie przesłuchać poniżej.
Na stoliku leży pistolet, kłębek białej nici,
oraz talia 52 kart i parująca gorąca, ciemna , mocna herbata.
On plecie sznurek z nici , by móc związać owe karty,
z którymi niedługo już nie będzie się w ogóle rozstawał.
Przed chwilą właśnie wyjawił swojej byłej,
prawdziwej miłości życia, to co dręczyło go, odkąd Ją poznał.
Sznurek stopniowo rósł w miarę powtarzanych ruchów jego dłoni.
Rozmowa dobiegała końca, zakończył plecenie sznura, przegryzł nić i związał karty.
Czuł się jak twardy, zimny lód, bez uczuć, tkwiący w miejscu.
Ale gdzieś we wnętrzu ów kamienny posąg pęka, kruszeje.
To odwilż powoduje stopniowe wyrywanie fragmentów jego duszy.
Odrywają się one i odpływają powoli znikając w nurcie.
Pamięć pozostanie, uczucia zostaną wymazane,
to co było przedtem nigdy już nie będzie takie same.
Zmienił się świat, On się zmienił,
pojmowanie otaczającej Go rzeczywistości się zmieniło.
Wraz z każdą godziną widzi więcej, chłodniej ocenia zdarzenia, ludzi.
Jego serce bije coraz wolniej, to tylko papierosy Go rozbudzają,
jednocześnie zabijając powoli.
„Decyzja należy do Ciebie i tylko Ciebie” – te słowa słyszane nieraz,
czy to z czyichś ust, czy z własnych myśli, przerażają.
Bo czasem decyzje są nieodwracalne, a życie jest tylko jedno.
Papieros powoli spala się ulatniając w niebyt i pozostawiając po sobie popiół, który rozwieje wiatr.
On na co dzień niema poważnej miny, zawsze wygląda jak błazen, szaleniec.
Ale gdy jest sam, gdy dzieje się jego prawdziwe życie ,
niema poważniejszego, roztropniejszego,
bardziej chłodno kalkulującego, wyrafinowanego człowieka.
Niema radości na jego twarzy, nie wymawia żadnego słowa,
chociaż na co dzień tryska humorem i gada jakby miał nieskończoną objętość płuc.
Teraz w tym pokoju tylko czasem mignie u niego mały grymas. 
Jakby uśmieszek.
Jest to uwidocznienie momentów w których wydarzenia toczą się zgodnie z tym, co przewidział.
Jego powaga i spokój są gorsze wtedy od furii,
od szału, od choćby płaczu, lub nawet od zwykłego oburzenia.

Bo cóż można zrobić kamieniowi, nie docierają do niego słowa,
nie odpowie , nie zagrzmi, nie zapłacze…

Być siebie pewnym,
niczym swego cienia obecności.
Umieć się postawić,
nie mieć żadnych słabości.
Dotrzeć do sedna,
zmienić przeznaczenie.
Zastąpić pogardą,
uprzednie uwielbienie.
Zmieść mylące uczucia,
zostawić proste popędy.
Być doskonale idealnym,
poprawić wszelkie błędy.
Zdążać do każdego celu, 
po trupów sromotnej ofierze.
Zdobyć szczytów szczyty,
wybić się w nowej erze.
Nie zważać, nie baczyć,
na losu nadchodzące przeciwności.
Przeć silnie do przodu,
ku zaspokojeniu swej chciwości.
Dotrzeć zawsze tam, 
gdzie inni tylko śnili.
Wykonać wszystko to, 
czego inni nie uczynili.
Zostać wszystkim tym, 
czym nikt dotąd być nie zdołał.
Zdobyć każdą pozycję,
na którą nikt Cię nie powołał.
Samozwańczo, mocno
i straszliwie okrutnie.
Panoszyć pewnie się,
zawsze i wszędzie , butnie.
Lecz wszystko to,
na nic się człowiekowi zda.
Bo życie jest krótkie,
a w dodatku to tylko gra…

Powstańmy!

Ludzie z papieru, którzy mamy spłonąć o świcie.

Nim

spłoniemy, zawalczmy i postawmy się na szczycie.

Nie
marnujmy naszej skrywanej siły póki istniejemy jeszcze.
Pokażmy,

jak wielcy być potrafimy, a oprawców przejdą dreszcze.

Dajmy

szansę na poprawę, dajmy nadzieję innym uciśnionym.

Wtedy

Świat stanie się doskonalszy, będzie światem wyśnionym.

Po
długich latach męczarni w istnienia niebycie.

Nadszedł

czas naszego nadejścia w splendorze i elicie.

Wyjdźmy

z cienia, dajmy się ujrzeć wrogom wszetecznym.

Zdobądźmy,

co się dawno należało, już w czasie przedwiecznym.

Dokonajmy
 tego nim w ogniu ostatecznym spłonąć nam przyjdzie.
Bowiem
ognia palącego żywym płomieniem uniknąć nie idzie.

Spłoniemy

przemienieni w lotne dusze naszego jestestwa.

Zamienimy

się w wiele rozproszonych członków królestwa.

Odlecimy

w oddal ciemności, pradawne nicości odmęty.

Niczym
pogruchotane tonące w pełnym morzu okręty.

Nie

powstaniemy codownie, jak feliks z popiołów.

My
nie cudowni, nie należymy do grona aniołów.

Spłoniemy
jak kartki papieru , zapisanego życia historią naszą.

Rozwiejemy
się jak popiół z wiatrem, życie ostatecznie gasząc.

Powstańmy
więc i wryjmy się w potomnych pamięci!

Pamiętając
że wiecznie żyją tylko wszyscy święci.


  • RSS