Tatuaż będzie kolorowy, wielki lub raczej mały.
Zrobię sobie go niedługo , wyleję nań ból mój cały.
Nie chwały on emanacją będzie , a wnętrza mojego.
Przez całe dalsze życie, do śmierci, końca samego.
Nie liczę na zachwyty nad jego formą, ani nad treścią.
Zrobię go na prawym ramieniu, by żyć z widoczną boleścią. 
Przekazać nieco złego, wewnętrznego poczucia smutku.
Przetrwać nieco bólu, by wywnętrzyć swój ból do skutku.
Może ten pomysł mój jest z pozoru bezrozumny,szalony.
Ale co mi po rozumie, gdy nie będę mieć nigdy dzieci, żony?
Rozum mnie dawno opuścił, służy lepiej już komu innemu.
Mi pozostał tylko żal, bezsilne roztrząsanie gupich problemów.
Poszukiwać przestałem tego, czego mieć nie będę nigdy już.
A na półce z książkami , na moim życiorysie zalegnie kurz.
Nie wiem co z sobą dziś począć, a żyć jakoś przecież trzeba.
Nie wierzę już w kościół, a więc raczej nie pójdę do nieba.
Wiele zaprzepaściłem , jeszcze więcej czeka na moje błędy.
Lecz brnę dalej w porażkach, ślizgam wchodząc w zakręty.
Nie umiem pisać , nie umiem mówić, ani nawet śpiewać.
Więc się po prostu wytatuuję i nie będę nic już opiewać.
Wiele jeszcze się złego w moim życiu na pewno wydarzy.
Nieraz się jeszcze człowiek na różnych sytuacjach sparzy.
Tatuaż więc pozostanie świadkiem ponurej przeszłości.
Będzie wszędzie ze mną, aż w ziemi miękkiej złożę kości.