Przypadki nie istnieją.
Zdecydowanie nie .

Nie w chwili, gdy rozbił się samochodem na drzewie i nic mu się nie stało, pomimo nie zapiętych pasów.
Nie, gdy ktoś akurat mógł mu pożyczyć samochód na tydzień.
Nie, jeśli wróżby tarota się spełniają.
Nie, wtedy kiedy odpalił wreszcie swoje bmw.
Nie, podczas zawiłych zakrętów losu.

Dowiedział się , że jest ojcem.
A 5 minut później, że dziecko nie ma szans.
Z uniesienia radości, spełzł na dno gniewu i rozpaczy.

Wraz z wewnętrznymi przemianami postępowały ewolucje wyglądu..
Teraz ogolił się na łyso i stał się groźniejszy, ale nie mniej delikatny.
Ćwiczył, to co mu się przyda.
Ćwiczył to , co kocha.

Znów życie pokazało mu, że niema litości.
Nie dla niego.
Twarde kowadło podpierało jego osobę.
A młot wciąż uderzał i z każdym „Przypadkiem” kuł jego wolę.
Co z niego zostanie, a co zwycięży?
Nie wiedział tego sam.

Potrzebował przystani, ramion czekających na niego.
Chciał, ale z każdą chwilą budził się z marzeń w zetknięciu z surową rzeczywistością.

Zaczynał powątpiewać, czy w ogóle jest mu pisana rodzina.
Jego własna.
Ta, dla której miałby co zapisać w testamencie.