Położyłem się rano,
Zabrzęczała mi Cisza.
Świt dzień zaciemnił,
prześwietlona klisza.

Wczorajszy smutek ciemności,
rozbił w pył dnia nowy początek..
miast cieszyć się świtu radością,
przeżuwam słony bólu kawalątek..

Wszystko  co mi dotychczas,
uciechę wielką sprawiało…
Teraz dla mnie znaczenie ,
całkiem swe postradało..

Dni wciąż tak szybko mijają,
w pamięci nie zapisywane…
A każdy jeden kolejny,
otwiera w sercu starą ranę…

Czas to oczekiwania,
w braku uczucia niebycie…
Moment, w którym się zawsze,
uroni niejedną łzę skrycie…

Poszukiwanie bowiem miłości,
owego uczucia , mozno porządanego…
Doprowadza nieraz do złości,
lecz częściej do zwichrowania mentalnego…

Warto jednak wytrwać,
owe długie, żmudne uczucia poszukiwania…
By się wreszcie przekonać,
iż kochany rezultat, spełnia oczekiwania..