Popłynęła..

Cicha i niezauważalna.

Wielu jej nie dostrzegło,

nie zwróciło uwagi.

Z wolna zaczęła dążyć w dół.
Spłynęła z kącika oka..
Podążała po kształcie nosa.
By wreszcie oderwać się od niego. 
By poszybować przez krótką chwilę..

Ku podłodze, ku końcu.

Tap.

Rozbiła się na sto innych .

Cicha, niezauważalna i słona.

Będąca wyrazem niezmiernego cierpienia.

Wewnętrznej niemocy wobec świata.

Bólu i cierpienia,

którym nie zasłużyło się na nic.

Niby facetom nie wypada.

Tap. Tap. Tap.

Czasem nie leci rzeczywista kropla..

Lecz w duszy nadal słychać owe echo.

Tap. Tap. Tap. 
Człowiek rozpływa się ,

czuje rozczłonkowanie.

Tap. Tap.

Nie chce się nic.

A rozmowy tylko denerwują ,

bolą, ranią.

Tap.

To oczyszczenie, odrodzenie.

Co było, być musiało,

co będzie , nieuniknione.

Co boli, boleć musi.

Co cieszy, cieszy krótko.

Co rani, rani głęboko.

Co pamiętane, zaciera czas.

Co zapomniane, przypomni los.

Życie toczy się dalej,
a tymczasem …

Tap. Tap.. Tap…