myrol

Zewnętrze osobowości

Wpisy z tagiem: bol

Radosna wieść obleciała świata progi.
Myrol gdzieś na minie zgubił obie nogi.
Granat f1, ruski obie ręce mu skrócił,
to los szczęście od Niego odwrócił.
Miast biegać po pracy do domu, 
szukał śmiercionośnego złomu..
I trafił na coś, co nie trwało w uśpieniu,
to coś poruszył i poczuł ból w goleniu.
Ten ból narastał, pęczniał , nabrzmiewał,
nie tego się Myrol , kopiąc spodziewał.
Teraz już z lasu nie wyniesie niczego,
zostanie tam , przy dole, odkryciu jego.
Nikt nie będzie o tym jakiś czas wiedział,
bo on nikomu, gdzie idzie nie powiedział.
Komórka zamilknie , na gg się nie pojawi,
bo w tym czasie przyroda jego ciało już trawi.
A jak już znajdą jego resztki, nad okopu krawędzią.
to wtedy będzie już problem z o jego życiu pamięcią.
Nikt nie wspomni , jakie on miał problemy, traumy.
Zapomną o jego samotności, poczuciu hańby.
Tak być może kiedyś się stanie, wydarzy.
Lecz póki co, o miłości się mu marzy.
Lecz marzenia raczej pozostaną niespełnione.
Bo nie znajdzie on sobie kandydatki na żone.
Tak więc z ryzykiem nie ma on strachu igrać.
Nawet, jeśli wie , jak łatwo jest z losem przegrać.

Tak, właśnie tak. 
Miałem tyle marzeń, zostało jedno..
kiedyś śniłem , że znajdę amunicję w lesie, że to , że tamto..
I jak dotąd się wszystko sprawdziło..

A o miłości śnię tylko przykre rzeczy, rozstania, odrzucenia, porzucenia, śmierci…
Raz, jedyny raz pamiętam jak śniło mi się, że byłem szczęśliwy, że siedziałem w fotelu,
a na moich kolanach siedziała Ona, wtulając się we mnie..

Przebudzenie po tym śnie bardzo bolało..
Nie chciałem wstawać, o nie, chciałem przyłożyć głowę do poduszki i wrócić tam.
Do krainy szczęścia, poczuć je, być spełnionym.

Ale czas rządzi się swoimi prawami i musiałem już wstawać.
sen nigdy się nie powtórzył..
W ogóle rzadko , bardzo rzadko śnię, ale to wina zaburzeń snu spowodowanych moim
trybem życia..
W końcu sen , po góra 5-6 godzin to niewiele..
a zdarza się , że i nie śpię czasem wogóle, albo tylko po 1-2 godzin.

Ehh..

Tatuaż

Brak komentarzy

Tatuaż będzie kolorowy, wielki lub raczej mały.
Zrobię sobie go niedługo , wyleję nań ból mój cały.
Nie chwały on emanacją będzie , a wnętrza mojego.
Przez całe dalsze życie, do śmierci, końca samego.
Nie liczę na zachwyty nad jego formą, ani nad treścią.
Zrobię go na prawym ramieniu, by żyć z widoczną boleścią. 
Przekazać nieco złego, wewnętrznego poczucia smutku.
Przetrwać nieco bólu, by wywnętrzyć swój ból do skutku.
Może ten pomysł mój jest z pozoru bezrozumny,szalony.
Ale co mi po rozumie, gdy nie będę mieć nigdy dzieci, żony?
Rozum mnie dawno opuścił, służy lepiej już komu innemu.
Mi pozostał tylko żal, bezsilne roztrząsanie gupich problemów.
Poszukiwać przestałem tego, czego mieć nie będę nigdy już.
A na półce z książkami , na moim życiorysie zalegnie kurz.
Nie wiem co z sobą dziś począć, a żyć jakoś przecież trzeba.
Nie wierzę już w kościół, a więc raczej nie pójdę do nieba.
Wiele zaprzepaściłem , jeszcze więcej czeka na moje błędy.
Lecz brnę dalej w porażkach, ślizgam wchodząc w zakręty.
Nie umiem pisać , nie umiem mówić, ani nawet śpiewać.
Więc się po prostu wytatuuję i nie będę nic już opiewać.
Wiele jeszcze się złego w moim życiu na pewno wydarzy.
Nieraz się jeszcze człowiek na różnych sytuacjach sparzy.
Tatuaż więc pozostanie świadkiem ponurej przeszłości.
Będzie wszędzie ze mną, aż w ziemi miękkiej złożę kości.

łza

1 komentarz

Popłynęła..

Cicha i niezauważalna.

Wielu jej nie dostrzegło,

nie zwróciło uwagi.

Z wolna zaczęła dążyć w dół.
Spłynęła z kącika oka..
Podążała po kształcie nosa.
By wreszcie oderwać się od niego. 
By poszybować przez krótką chwilę..

Ku podłodze, ku końcu.

Tap.

Rozbiła się na sto innych .

Cicha, niezauważalna i słona.

Będąca wyrazem niezmiernego cierpienia.

Wewnętrznej niemocy wobec świata.

Bólu i cierpienia,

którym nie zasłużyło się na nic.

Niby facetom nie wypada.

Tap. Tap. Tap.

Czasem nie leci rzeczywista kropla..

Lecz w duszy nadal słychać owe echo.

Tap. Tap. Tap. 
Człowiek rozpływa się ,

czuje rozczłonkowanie.

Tap. Tap.

Nie chce się nic.

A rozmowy tylko denerwują ,

bolą, ranią.

Tap.

To oczyszczenie, odrodzenie.

Co było, być musiało,

co będzie , nieuniknione.

Co boli, boleć musi.

Co cieszy, cieszy krótko.

Co rani, rani głęboko.

Co pamiętane, zaciera czas.

Co zapomniane, przypomni los.

Życie toczy się dalej,
a tymczasem …

Tap. Tap.. Tap…

No i cóż, po raz kolejny zawiedziony,
przez większość otoczenia opuszczony.
Otuchę znajduję tylko siebie oddawaniu,
już nawet nie chcę myśleć… O kochaniu.
I nie dla mnie jest szczęście się skrzące.
Dla mnie tylko myśli w głębi serca bolejące.
Nie mogę się skupić na życiu normalnym,
Pławiąc się ciągle w cierpieniu astralnym.
Jedynie pomaga mi dobro, dobro oddawane.
To, kiedy mogę kogoś pocieszyć nad ranem.
Wtedy, gdy najmniejszy uśmiech tam się pojawia.
Gdy jakieś złamane serce, powoli się naprawia.
Podczas rozmów, uśmiech , radosne zdania.
To, że wyzbywa się strachu, bojaźni , drania..
A gdy już dosyć długo pomagam i się łudzę,
to albo znajdzie się lepszy , a ja się nudzę.
Lub też po prostu , miłość swoje działa.
a dla mnie po raz kolejny samotność została…


  • RSS