myrol

Zewnętrze osobowości

Jedzie szosą lśniąca czarna bm-a,
ciśnie 180, szszu i już jej niema.
Szyby przyciemnione, lakier błyszczący,
środka nie widać, dzień fest gorący.
Jedzie tak prędko, że asfalt aż zwija,
na wszystkich zakrętach jej tyłem wywija.
-Któż to tak jedzie? – myślą przechodnie,
a w to środku siedzą chłopaki wygodnie.
Jeden!  Drugi!!  Trzeci!!!
To juz raczej nie żadne dzieci!
Każdy z nich ma matriksy na nosie,
poznałbyś kolesia, tylko po głosie!
Ostatni zakręt, pisk niesamowity,
to podjazd na parking naszej ekipy.
Stanęła bryka, wysiadło 3 krawaciarzy,
-oby tylko nie mafia!- koleś obok marzy.
Zamknęli wóz, idą pewnym krokiem,
wchodzą na schody, spoglądają bokiem.
Portierka sztywno siedzi, boi sie spojrzeć,
bo mogli by ją chłopaki tam jeszcze dojrzeć.
Idą wyżej, pod drzwi docierają,
wszyscy wokół sie odwracają.
Drzwi się otwarły, cisza dookoła…
A to komisja maturzystów woła !

Człowiek – istota na wskroś myśląca.
Przez całej historii swej dzieje  błądząca.
Chciałoby się rzec nie mamy pojęcia,
jak doprowadzić do swego wniebowzięcia.
Tworzymy coraz to nowsze ideologie,
lecz miast lepszych – tworzymy parodie.
Są tacy co mówią “w przeszłości znajdzie się rada“,
lecz to z kolei innym stronnictwom nieodpowiada…
Ciągłe kłótnie , harmidry , prztyczki i zapasy.
Zamiast w zrozumieniu pracować na lepsze czasy.
A gdy zaistnieje już ta rewolucyjna koalicyja rządowa,
to przez sprzeczne interesy, trza tworzyć rząd od nowa.
Takie to już są, te nasze kraje demokratyczne…
Gdzie by nie spojrzeć – kłótnie polityczne.
A wszystko z jednej się wywodzi przyczyny :
zbytnio się swym własnym zdaniem chełpimy.
Zbyt nas pochłania ciągła walka gorejąca,
ta wojna idei – myśli, każdego z nas mieniąca.
Z baranków łagodnych w wilcy się przeobrażamy,
miast razem zgodnie współżyć – innych pożeramy.
I jedno jest tylko panaceum na wszystkie problemy…
Jeśli pracy, chleba  i prawdziwej wolności chcemy
Musimy przestać patrzeć wzorami, schematami,
a zacząć wolnymi rozumować myślami.

O ciężka i sromotna ścieżko zatracenia,
Ty, która biegniesz wgłąb mego istnienia,
Ty, która nie znasz litości i wytchnienia,
Ty, która z jasności kreślisz element cienia,
Ty, która nie masz jawnego światu imienia,
Ty, która w mym życiu czynisz tyle cierpienia,
Ty, która jesteś przyczyną mojego brzemienia,
Stań się…
Mą drogą…
Do końca…
Do wytchnienia.

Wierzba

1 komentarz

Wierzba..
Drzewo piękne,
znak młodości.
Choć dumnie się pręży,
to brak jej miłości.
Nie złamie jej wiatr,
lecz ona pochylona.
Choć myśleć nie chce,
wciąż zamyślona.
I nie filozofie,
lecz własne życie rozważa.
Jak by była szczęśliwa,
stojąc u progu ołtarza.
Jak by się ona wtedy czuła,
spełniona.
Gdyby wędrówka serca,
była zakończona.
I rozpacza tak wierzba,
kolejny dzień z tysiąca.
Bo to jest wierzba.
Wierzba płacząca.

Miłość…
uczucie, pogłębienie,
we dwoje,
radość z drugim ja.

Ale,
czy czasem,
nie samotność?
niemożność, niespełnienie?

Żyjąc kochamy,
kochając cierpimy,
cierpiąc żyjemy.

Koło,
błędne koło,
istnieje jednak,
brama, wolność,
wyzwolenie.

Miłość-połączenie…


  • RSS