myrol

Zewnętrze osobowości

Sny…

2 komentarzy

Sen to coś, co zdarza się każdemu z nas… 
Mi jednak od daaawna sny zdarzają się raz na pół roku…

Czym jest to spowodowane?
Może złym stylem życia?
 
A może po prostu za krótko sypiam?
Albo boję się śnić? 
W każdym razie już 2 razy zdarzyło mi się śnić sen który był później odtwarzany przez rzeczywistość… 

Raz było tak, że śniła mi się w sierpniu (ponad 4 lata temu)
lekcja matematyki.

Widziałem wyraźnie klasę , umeblowanie…

Nauczycielkę , tablicę , drobne szczegóły takie jak np porysowana ławka itp..

A w październiku …
Odbyła się lekcja…
Dokładnie widziana we śnie… 

Wcześniej widząc tą klasę powiedziałem kumplom o tym śnie.. 
A gdy wydarzyła się ta lekcja , to wiedziałem już.

To jeden z niewielu konkretnych przypadków , które szczegółowo pamiętam. 

W międzyczasie było mnóstwo podobnych wydarzeń..

Nie raz i nie dwa doświadczyłem Deja-vu.
A teraz…
Czekam na sen..

Sen ,który wskaże mi drogę.
Ten, który będzie mi drogowskazem .
 

Ale boję się jednego snu..
Śniłem i czułem się niesamowicie szczęśliwy … 
Miałem dziewczynę marzeń, która mnie również kochała..
Byliśmy razem…
 
A przebudzenie zburzyło mój mały raj…

Wróciłem do rzeczywistości w której jestem sam…
i mam sporo dylematów.

Śpijcie spokojnie.
a ja powalczę o proroczy sen :D
 

Przyroda

Brak komentarzy

Dziś dostałem natchnienia.
Przed oczami mam
jelenia.
Pasie on się na łące pod lasem,
i tylko ogląda się za siebie
czasem,
jakby bał się , że zły myśliwy nadciąga…
Przeżuwa tak
i w dół ciekawsko
spodgląda.
Jak mrówka w trawie z ziarnami się krząta.
A mrówka zdziwiona tym i
przestraszona,
uciekła do mrowiska i leży jakaś stłamszona.
Królowa to
zobaczyła i sie zapytała:
Czy coś się tobie stało moja mała?
A mrówka jej na
to odpowiedziała,
że na zewnątrz na nią się patrzała,
Jakaś łeb ogromna,
jeleniowata cała..

Z dedykacją, dla najukochańszej siostry na świecie :*
Kropa, jesteś kochana ;)

Odnaleziona..

1 komentarz

Dziwna to historia..
Niejaka „Kropa” skomentowała mój blog parę razy.
Postanowiłem , że z nią pogadam poza blogiem.
Zasugerowałem to odpowiadając na jej komentarze tutaj.
Odezwała się :)
Przyszedł sms..
Pogadaliśmy i postanowiłem usłyszeć jej głos :)
Więc skoro , jak się wcześniej okazało miała plusa, to zadzwoniłem.
I Tu kolejna niespodzianka…
Praktycznie we wszystkim jestesmy tacy sami -> ta sama muzyka, gry, książki, upodobanie do munduru, to że strzelać z karabinów asg lubimy…
Nawet oboje w wojskowych butach na codzień chodzimy :)
Ok więc , skoro tyle nas łączy, to postanowiłem Ją poznać na nk.
Napisałem jej na gg żeby wszedła na moj profil na nk…
I w tym momencie szok..
My się już wcześniej na nk poznaliśmy..
Mieliśmy siebie nawet w znajomych :D
Normalnie jakieś dziwne zrządzenie losu…
Uznaliśmy, że chyba jesteśmy rodzeństwem, skoro tacy podobni :)
No więc.. :D
Od soboty mam siostre!! :D
Swoją drogą niewiarygodne..
Żeby się „przypadkiem” i na blogu odnaleźć :D

Life is a waterfall, Cause nothing else matters in the most lonely day of my lfe..
Cause Love is a fouled word…
And never fucken care…
Mising one inside of me, Emptyness is buiding me…
I am not doing grate ..
Feeling so lost and betrade, Outside i have to lie I’m ok…
Wondering when savior comes .. Am I gone to be save?
Its been a while.. But I can still remember the way you smile..
I am the one who chose my path..
I did my Time…
A-I-E-A-E-A-O-O-O
Now is the time.
To me, To stand and to be man that I am, In the name of God..
If We fall, We all fall, and We all fall alone…
Have a nice day. Another fucken lonely day…

Położyłem się rano,
Zabrzęczała mi Cisza.
Świt dzień zaciemnił,
prześwietlona klisza.

Wczorajszy smutek ciemności,
rozbił w pył dnia nowy początek..
miast cieszyć się świtu radością,
przeżuwam słony bólu kawalątek..

Wszystko  co mi dotychczas,
uciechę wielką sprawiało…
Teraz dla mnie znaczenie ,
całkiem swe postradało..

Dni wciąż tak szybko mijają,
w pamięci nie zapisywane…
A każdy jeden kolejny,
otwiera w sercu starą ranę…

Czas to oczekiwania,
w braku uczucia niebycie…
Moment, w którym się zawsze,
uroni niejedną łzę skrycie…

Poszukiwanie bowiem miłości,
owego uczucia , mozno porządanego…
Doprowadza nieraz do złości,
lecz częściej do zwichrowania mentalnego…

Warto jednak wytrwać,
owe długie, żmudne uczucia poszukiwania…
By się wreszcie przekonać,
iż kochany rezultat, spełnia oczekiwania..

Bez twarzy…
Życie takie mi się marzy…
By unikając swego poświęcenia ołtarzy..
W słońcu mądrości trzeciej drogi się prażyć.
Żyć jakby świat miał się tuż przed nami zakończyć.
Dokładnie tak, jakby chciano nas trwale wyłączyć.
Nie być dla społeczeństwa zauważalnym wcale.
I nie pławić się w nadmiernej dumy banale.
Robić na wielką skalę stulecia przekręty.
I nigdy nie zostać przez ludzi wyklętym.
Pozostawać zawsze w nieprzeniknionym cieniu.
Nie powiadamiać nikogo o swym istnieniu.
Nie dawać dowodów swej niezwykłej chwały.
Żyć po cichu, umieć stawać się małym.
Trawić system ogromnie niedoskonały.
Sprawiać by rzeczy niemożliwe się stały.
Być jak szczur , co żyje w niewidocznym w kanale.
Żadnego ludzkiego więzienia musi nie bać się wcale.
Być nikim dla wszystkich lecz wszystkim dla siebie.
Jak zwyczajna gwiazda, choć jedyna taka na niebie.
Potrafić ukryć siebie samego głęboko w swojej głowie.
By pokazać tego , kogo chcą ujrzeć w Twojej osobie.
Nie pozwolić dać poznać się tak naprawdę, do końca.
Mówić prawdę tylko w myślach, do wschodzącego słońca.
Być niczym wiatr, którego nie widać gołym okiem
Pokazać się tylko w efektach, a nie butnym wzrokiem.
Bez własnej twarzy. Miast niej posiadać masek mnóstwo.
Używać ich umiejętnie, nigdy nie kreować się na bóstwo.
Tak właśnie sobie żyć, na skraju ram społeczeńtwa.
Lecz nie tracić przenigdy swego człowieczeństwa.
Być odizolowanym, nieprzeniknionym, nieodkrytym.
By gdy ktoś cię pozna naprawdę, stanął jak wryty….

Być siebie pewnym,
niczym swego cienia obecności.
Umieć się postawić,
nie mieć żadnych słabości.
Dotrzeć do sedna,
zmienić przeznaczenie.
Zastąpić pogardą,
uprzednie uwielbienie.
Zmieść mylące uczucia,
zostawić proste popędy.
Być doskonale idealnym,
poprawić wszelkie błędy.
Zdążać do każdego celu, 
po trupów sromotnej ofierze.
Zdobyć szczytów szczyty,
wybić się w nowej erze.
Nie zważać, nie baczyć,
na losu nadchodzące przeciwności.
Przeć silnie do przodu,
ku zaspokojeniu swej chciwości.
Dotrzeć zawsze tam, 
gdzie inni tylko śnili.
Wykonać wszystko to, 
czego inni nie uczynili.
Zostać wszystkim tym, 
czym nikt dotąd być nie zdołał.
Zdobyć każdą pozycję,
na którą nikt Cię nie powołał.
Samozwańczo, mocno
i straszliwie okrutnie.
Panoszyć pewnie się,
zawsze i wszędzie , butnie.
Lecz wszystko to,
na nic się człowiekowi zda.
Bo życie jest krótkie,
a w dodatku to tylko gra…

W dawnych czasach kiedy byłem w podstawówce jeszcze, a konkretnie w 2 klasie podstawówki- napisałem swoje pierwsze samodzielne dzieło ;)

Dzisiaj go znalazłem grzebiąc w przepastnych czeluściach moich archiw ;)

Ok. Może nie jest to coś świetnego, ale należy pamiętać, że napisałem tę bajkę samodzielnie w takim wieku ;)

Oto ona :

Dawno, dawno temu żył smok, który miał trzy głowy. Pewnego razu w królestwie Bolesława Krzywoustego czarownica Astemina wyczarowała złudzenie smoka.
Król bardzo bał się tego smoka, więc wysłał
trzydziestu żołnierzy żeby złapali go.

Gdy prawdziwy smok dowiedział się o tym , zezłościło go to. Następnego dnia wyruszył , żeby zemścić się na czarownicy.

Gdy dotarł do chaty Asteminy, nigdzie jej nie znalazł, więc wrócił do domu. Tam zastał żołnierzy króla, którzy rzucali kamieniami i strzelali z łuków. Smok ledwo uszedł z życiem i pobiegł do miasta poprosić o pomoc czarownicę. Ale Astemina odmówiła zniszczenia swego dzieła.

Więc trzy- głowy smok pobiegł przekonać króla, żeby odesłał swoich żołnierzy. Gdy dotarł do króla, król zawołał:
„straże!”
i w tej chwili przybiegło dwudziestu chłopów.
Gdy smok ich ujrzał uciekł w las tak szybko, że nie wiedział iż biegnie prosto do domu czarnoksiężnika.
Czarnoksiężnik akurat stał przy czarodziejskiej kuli , w której widział smoka. Więc pobiegł otworzyć mu drzwi, a zdyszany smok wleciał do środka.

Smok zaczął się skarżyć na czarownicę, gdy Astamon to usłyszał od razu dał mu dobrą radę.
Rada ta polegała na tym, żeby smok dał się przemienić w człowieka. Smok zgodził się na to. Po chwili smok był już w zamku, a gdy król go zobaczył, od razu był gotów oddać rękę córki.

Smok i księżniczka żyli długo i szczęśliwie.

KONIEC

Powstańmy!

Ludzie z papieru, którzy mamy spłonąć o świcie.

Nim

spłoniemy, zawalczmy i postawmy się na szczycie.

Nie
marnujmy naszej skrywanej siły póki istniejemy jeszcze.
Pokażmy,

jak wielcy być potrafimy, a oprawców przejdą dreszcze.

Dajmy

szansę na poprawę, dajmy nadzieję innym uciśnionym.

Wtedy

Świat stanie się doskonalszy, będzie światem wyśnionym.

Po
długich latach męczarni w istnienia niebycie.

Nadszedł

czas naszego nadejścia w splendorze i elicie.

Wyjdźmy

z cienia, dajmy się ujrzeć wrogom wszetecznym.

Zdobądźmy,

co się dawno należało, już w czasie przedwiecznym.

Dokonajmy
 tego nim w ogniu ostatecznym spłonąć nam przyjdzie.
Bowiem
ognia palącego żywym płomieniem uniknąć nie idzie.

Spłoniemy

przemienieni w lotne dusze naszego jestestwa.

Zamienimy

się w wiele rozproszonych członków królestwa.

Odlecimy

w oddal ciemności, pradawne nicości odmęty.

Niczym
pogruchotane tonące w pełnym morzu okręty.

Nie

powstaniemy codownie, jak feliks z popiołów.

My
nie cudowni, nie należymy do grona aniołów.

Spłoniemy
jak kartki papieru , zapisanego życia historią naszą.

Rozwiejemy
się jak popiół z wiatrem, życie ostatecznie gasząc.

Powstańmy
więc i wryjmy się w potomnych pamięci!

Pamiętając
że wiecznie żyją tylko wszyscy święci.

Pewnego słonecznego dnia uświadomiłem sobie…

że całego naszego życia powieść kończy sie w grobie.

Że miast wiecznie cieszyć się naszego życia zdobyczami,

kończymy pod warstwą ziemi, będący tylko wspomnieniami.

Życie toczy się dalej, pomimo braku istnienia naszego …

I tylko z żadka ktoś pomysli: „brak mi cię kolego”.

Ciało nasze głęboko na szarym cmentarzu pogrzebane…

Czeka na zmartwychwstanie od dawien dawna zapowiadane.

Jesteśmy na wskroś martwi. Martwi cieleśnie.

Lecz żyjemy myślami, bytując boleśnie.

Dostrzec nie sposób sensu życia naszego..

Czyniono nam i my uczyniliśmy wiele złego…

Z perspektywy patrząc, człowieka pochowanego,

można też zauważyć wiele w byciu żywym dobrego.

Lecz wszystko się do jednego wniosku by skłaniało:

na zrobienie wszystkiego, co nam zrobić się chciało,

na dokonanie wszystkiego , co dokonać się miało,
 czasu nam dano na to z całą pewnością zbyt mało.

Życie przebiega zbyt szybko na odgrywanie pozorów.

Choć trzeba przyznać , że mają one wiele walorów.

Jednakże tracimy na te gierki zbyt wiele naszego cennego zapału…

A tymczasem życie może nagle zakończyć się za pomocą zawału…

A gdy już zrozumiemy naszego minionego bytu popełnione błędy,

na wszelakie poprawki zdarzeń i próby poprawienia się wszędy,

będzie za późno, nie będzie już drugiej szansy dla naszej sprawy.

Bo umrzeć nie znaczy zniknąć , lecz przemienić się na kształt zjawy…

Błądzić po bezkresach świata niedostępnego rozmyślając,

myśląc i zastanawiając, co utraciło się umierając.

Więc póki jeszcze żyjemy na materialnym , żywym swiecie,

starajmy się być jakimi byśmy być chcieli, wiecie, rozumiecie.

Nie udawajmy nikogo innego kogo grać jest nam niewygodnie.

Bo gra, jak to gra. Zakończyć się może niezbyt pogodnie.

Żyjmy więc uczuciami, niechaj one nam wskazują drogę,

uczucia nas nie zwiodą na manowce , nie one czynią pożogę.

Bądźmy takimi jakimi jesteśmy w naszym wnętrzu, w środku.

Nie starajmy się dorównać innym , niszczmy fałsz w zarodku.
Ludzie martwi nie wrócą pośród nas lecząc swych przeżyć rany,

każdy chciałby coś zrobić jeszcze, lecz jego czas już dokonany.


  • RSS