myrol

Zewnętrze osobowości

Wpisy, których autorem jest autor

Niedziela, dzień, w którym albo odpoczywał, albo aktywnie spędzał wolny czas.
Dzisiaj wypadło pół na pół, siedząc przed kompem znów czuł słowa pulsujące mu w głowie.
„Skądś to znam, znowu to samo”
Jego rozczochrane włosy układały się w totalny nieład, zupełnie jakby były odbiciem jego myśli.
Spojrzał na Gitarę.
Stoi taka zakurzona, nieruszana dłuższy czas.
A może gdyby umiał na niej grać?
Nie, to nie przyczyna, przyczyną zapewne jest on sam.
Słońce za oknem coraz intensywniej wołało go do lasu.
Jakoś nie miał nawet na to chęci.
Czas upływał , znikały orzechowe markizy. Jedna za drugą wędrowały w jego ustach.
Tyle planów, tyle uczuć…
Chciał by się udało, ale czuł podskórnie coś, co już znał.
Z bełkotu informacyjnego wyciągał pojedyńcze oznaki.
Czuł się zagubiony, a zarazem w kolejnej podobnej sytuacji.
Z najlepszego możliwego nastroju w jakim się obudził , nie pozostał nawet mglisty skrawek wspomnienia.
Przez twarz przebiegł mu nagły skurcz.
Nie golił się od przeszło tygodnia, wychodzi na to, że będzie miał rudawy zarost jeszcze dzień dłużej…

Długo nie pisał , nie chciał wzbudzać kontrowwersji , jakich dostarczał regularnie przy wcześniejszych wpisach.
I pomimo tego, że nie może wielu rzeczy napisać wprost, to chciałby wiele wyrzucić z siebie…
Miniony czas dostarczył mu wielu dośiadczeń.
Wyłysiał nieco, przybrał na wadze, niestety nie tam gdzie chciał…
Chociaż uczestniczył w wielu szczytnych przedsięwzięciach, nadal nie czuje się spełniony.
Wie, że spełnienie czeka nań , tylko dręczy się myślami, „kiedy i czy wogóle przyjdzie” .
Nie jemu decydować, co przyniesie dzień następny.
Sobie może zawdzięczać tylko sukcesy i porażki dni poprzednich.
Czekać , jak to łatwo powiedzieć, z chaotycznych myśli wyłania się obraz, tego czego chce i tego czego otrzymuje…

Przypadki

2 komentarzy

Przypadki nie istnieją.
Zdecydowanie nie .

Nie w chwili, gdy rozbił się samochodem na drzewie i nic mu się nie stało, pomimo nie zapiętych pasów.
Nie, gdy ktoś akurat mógł mu pożyczyć samochód na tydzień.
Nie, jeśli wróżby tarota się spełniają.
Nie, wtedy kiedy odpalił wreszcie swoje bmw.
Nie, podczas zawiłych zakrętów losu.

Dowiedział się , że jest ojcem.
A 5 minut później, że dziecko nie ma szans.
Z uniesienia radości, spełzł na dno gniewu i rozpaczy.

Wraz z wewnętrznymi przemianami postępowały ewolucje wyglądu..
Teraz ogolił się na łyso i stał się groźniejszy, ale nie mniej delikatny.
Ćwiczył, to co mu się przyda.
Ćwiczył to , co kocha.

Znów życie pokazało mu, że niema litości.
Nie dla niego.
Twarde kowadło podpierało jego osobę.
A młot wciąż uderzał i z każdym „Przypadkiem” kuł jego wolę.
Co z niego zostanie, a co zwycięży?
Nie wiedział tego sam.

Potrzebował przystani, ramion czekających na niego.
Chciał, ale z każdą chwilą budził się z marzeń w zetknięciu z surową rzeczywistością.

Zaczynał powątpiewać, czy w ogóle jest mu pisana rodzina.
Jego własna.
Ta, dla której miałby co zapisać w testamencie.

Zegar…

1 komentarz

Papieros, za papierosem..
Dym unosząc się w różnokształtnych obłoczkach do góry,
leniwie odliczał czas.
Tak, po raz kolejny ten sam myk.
Po raz kolejny to samo zdanie.
Po raz kolejny płonne nadzieje ustąpiły miejsca oczekiwanemu
toku zdarzeń.
Siedział znów przed monitorem.
Tym razem w samej bieliźnie, przecież dopiero co brał prysznic.
Zmienił się ostatnio nieco.
Ostrzygł się na krótko, opalił..
Ale w środku pozostaje taki sam, coraz to bardziej wypalony.

Obiad jak zwykle bardzo mu smakował, choć przez ciągłe zapadanie 
w otchłań własnych myśli, znów kończył go jeść już zimnego.

Był zmęczony, naprawdę zmęczony.
Można by to poczucie całkowitej niechęci do robienia czegokolwiek,
do życia, wyjaśnić zmęczeniem po pracy, zrzucić na karb niewyspania…

Ale tak naprawdę czuł w środku, co się naprawdę dzieje.
Znów ta sinusoida…

Gdy tylko serce mu zapikało mocniej, a nadzieja powstała z grobu w którym
ją dawno umieścił, wtedy za sprawą znanych słów po raz kolejny stoczył się.

W kraju, gdzie tradycja umierała, a coraz młodsi ludzie byli deprawowani.
Tam, gdzie złe prawo niszczyło społeczeństwo, a wolność zniknęła zdałoby się na zawsze…
W tych warunkach dobijały go jeszcze uczucia, te małe, wredne iskierki,
Światełka w tunelu , jeszcze raz okazujące się pędzącymi na śmierć 
Nadziei pociągami..

Marzył o znalezieniu Tej Jedynej Ukochanej.
Lecz to widmo wciąż oddalało się i oddalało…

Marzył także o Wielkiej Polsce, wolnej od elementów niszczących nasz dumny naród, 
tak sponiewierany przez zawieruchę dziejową.
Ale choć bardzo chciał działać miał nikłą szansę.

Zgasł, pet z nadpalonym filtrem powędrował do popielniczki.
Minie jeszcze jakiś czas, po czym znów wyciągnie z paczki
kolejny drogi gwozdek do własnej trumny.

Cięcie!

2 komentarzy

Krawat  z nierozsupłanym węzłem wygodnie płaszczył się 
na krześle…
On siedział w ulubionej przez niego porze dnia -nocy,
przed kwadratowym ekranem jego starego kineskopowego monitora.
Klikał parę słów mających pójść w eter..
Ostatnimi czasy zauważył, że internet stał się dla niego mały..
Bardzo mały.
Z ogromnej nieprzebranej krynicy informacji,
zamienił się w małą enklawę nadziei …
Nadziei, że nawiąże kontakt.

Ale kontaktu nie nawiązał i jak przeczuwał długo nie nawiąże.

Wszelkie rady które był zasłyszał od znajomych analizował,
po czym dochodził do wniosku, że nie pasują one do Niego.

Bo z natury nie potrafił być obojętny na płeć przeciwną, 
nie potrafił ignorować , negować, olewać, mieć w „głębokim poważaniu”.

Był sobą.
Wiedział, że to jego największa wada i (w co wierzył coraz mniej ) zaleta.

Czuł się zrezygnowany, znane było dla niego to uczucie.
Dobrze znane.

Tego dnia w wyniku zbyt gwałtownego ruchu doznał małego,
(choć zależy jak na to patrzeć) uszczerbku na zdrowiu.

A dokładniej rzecz biorąc było to cięcie długie na 3 cm , 
zaś rana rozszerzyła się na ok 2cm..
Wcześniej napięta skóra się poluźniła ujawniając 
skrywaną przez nią tkankę tłuszczową i ludzkie mięso.

Zawsze zastanawiało go jak wygląda ów mitologizowany tłuszcz.
Tego dnia zobaczył.

Nie przejął się tym zbytnio, jak zawsze podszedł do sprawy humorystycznie…
Można wręcz rzec, iż miał niezły ubaw.
Z zaciekawieniem przyglądał się, jak chirurg łatał te oczko w pończosze jego skóry.

Przez myśl przemknęło mu, by nauczyć się szyć i kupić najcieńszą żyłkę 
wędkarską.

Tak czy owak stukając późną porą w klawisze miał już na 
ręce bandaż i pod nim 5 szwów.

O L4 nawet nie myślał.

Nie On, nie człowiek który musi być cały czas na obrotach.

Niebieskawa poświata bijąca z jego błękitnej koszuli oświetlanej
światłem z monitora leniwie przeglądała się w wypolerowanych
od częstego pisania przyciskach klawiatury.

Nie pisał już tak często jak niegdyś, aczkolwiek myślał , że
bardziej treściwie.

Ostatnimi czasy przyłapał się na sprawdzaniu, czy nie pojawił 
się jakiś odzew na jego notatki, ale cyferki „zero” pod postami
skutecznie studziły jego entuzjazm.

Entuzjazm , którego swoją drogą coraz bardziej Mu brakowało…

Brak komentarzy

Zrobiło się ciepło, na tyle ciepło by chodził w samej koszuli.
Skórzana kurtka pozostawała na tylnim siedzeniu.
Wrócił do domu z maratonu leśno-imprezowo-wykrywkowego,
po czym w ogóle nie miał już ochoty na nic…
Nie , po tym jak został najprawdopodobniej znów olany.
Nie, po wiecznym niedosypianiu.
Nie, po braku fantów w lesie.

Jedyne co go teraz pociesza, to to, że będzie jeździł bmw.
Ale  póki co, nie ma na fajki, ani na paliwo, a do wypłaty jeszcze
trochę czasu musi minąć..
Będzie ciężko..

Brak komentarzy

Pada deszcz.
Znów po jakimś czasie na dworze plucha i  mocny
wiatr zrywający zeszłoroczne liście z drzew..
Karty co prawda już zaprzepaścił, ale ma jeszcze
drugą talię, mniej zniszczoną.
Siedzi i wsłuchuje się w muzykę..
Dioda komórki miga zalotnie w ciemności.
Lecz nie na pomarańczowo, tak jak wtedy, 
gdy jest jakieś nieodebrane połączenie..
Takimi wieczorami najlepiej jest zaszyć się 
w zaciszu i cieple domowym.
W takie dni dobry humor jest towarem deficytowym, 
a już szczególnie po pewnych przeżyciach.

Tymczasem On znów siedzi i wgapia się w monitor
identyfikując pewne rzeczy.
Dziś i jego od rana dopadła istota męcząca Go od samego początku…
Samotność.

Nie można od niej uciec, nie można się schować..
Budząc się chce mu się płakać, ale już chyba nie potrafi.
Niema kogo przytulić, pocałować, 
pożegnać i obiecać, że wróci wcześniej z pracy.

Tak, ona to Jego jedyna stała towarzyszka,
choć parę razy ją zdradził , znajdując sobie kogoś.

Dzień minął, a wieczór okazał się równie beznadziejny..

Z monitora lśniła biała poświata.
Siedząc tak w półmroku surfował..

Znów założył konto na dwóch ulubionych serwisach randkowych..
Bez nadziei na znalezienie kogoś..

Już raz znalazł, ale zaprzepaścił , to dzięki swoim lękom i przekonaniom.

Samochód kończy swój żywot powoli, 
potrzebuje paru przeszczepów..

Więc jego właściciel spędza takie wieczory stukając coraz szybciej.

I szybciej..

I szybciej…

W klawiaturę…

Muzyka odtwarza Jego uczucia w playerze.
Słowa rozbrzmiewają mu pod czaszką ,
wpisując się w wizję wydarzeń które miały miejsce.

Nie wie, co zrobi dalej, nie wie, czego szukać, czym się zająć.
Czuje on bezsilność i żal do siebie zarazem,
nie tak miało mu wyjść , to co chciał dokonać.

Nie tak…

Rytm ciągle wybijający,
naszego życia takt.
Człowiek bez serca,
nie żyje, to fakt.

Z każdym uderzeniem,
wskazuje kierunek.
Nieraz jego głos,
podsuwa nam ratunek.

Rozum ma swe ścieżki,
lecz on nam nie zawsze doradzi.
Bowiem w kwestii uczuć,
to właśnie serce nas prowadzi.

Kto zaś się dobrze,
wsłucha w siebie samego…
Ten usłyszy, jak brzmi.
Głos przewodnika duchowego.

A więc patrzmy na życie,
puls wyczuwając…
Uczuciowej sfery ,
nie pomijając.

Zima znów szalała za oknami, a On znów siedział przed ekranem i wpatrywał się w setki zdjęć i opisów rozglądając się za tą, która go poruszy.
Tak, wcześniej zapowiadał, że nie będzie w stanie szukać,
ale dopadło go  przerażenie, że biernością może zmniejszyć swe szanse..
Spał dziś do 12, wreszcie odpoczął, pomimo,
że czas dobiegał już do godziny 14, nadal nie ruszył się ku samochodowi.
Długi sen dał Mu świeżość umysłu. 
Ale i w ostatniej fazie snu, gdy świadomość powoli budziła się do życia..
Zaczął mieć wizje, wspomnienia pewnych chwil wróciły,
destabilizując Jego spokój..
Nie chciał tego, ale musiał, gdyż niejednokrotne
parodniowe braki w śnie mocno nadwyrężyły już siły witalne .
Cały czas myśli, jedynie w czasie jazdy samochodem tego unika, wtapia się w muzykę ..
A ostatnio jeździ nawet kosztem snu..
Nie jest to ani zdrowe, ani normalne, ale on nie jest też ani zdrowy, ani normalny.
Przy czym należałoby pamiętać, że brak zdrowia w normach who,
jak i wystawanie poza  bardzo niską normę „in plus”
nie jest złem.
Skończył pisać notkę , kliknął na „publikuj”, jednym dotknięciem klawiatury wyłączył kompa i poszedł naprawić pedał sprzęgła w samochodzie, posłuchać huntera i zapalić.

Obraz.

2 komentarzy

Środek nocy, samotny mężczyzna siedzi sam w pokoju, za oknem milcząca ciemność.
Ubrany jest w ciemne, niebieskie jeansy i koszulę z długimi rękawami.
W tle rozbrzmiewa muzyka, ta którą możecie przesłuchać poniżej.
Na stoliku leży pistolet, kłębek białej nici,
oraz talia 52 kart i parująca gorąca, ciemna , mocna herbata.
On plecie sznurek z nici , by móc związać owe karty,
z którymi niedługo już nie będzie się w ogóle rozstawał.
Przed chwilą właśnie wyjawił swojej byłej,
prawdziwej miłości życia, to co dręczyło go, odkąd Ją poznał.
Sznurek stopniowo rósł w miarę powtarzanych ruchów jego dłoni.
Rozmowa dobiegała końca, zakończył plecenie sznura, przegryzł nić i związał karty.
Czuł się jak twardy, zimny lód, bez uczuć, tkwiący w miejscu.
Ale gdzieś we wnętrzu ów kamienny posąg pęka, kruszeje.
To odwilż powoduje stopniowe wyrywanie fragmentów jego duszy.
Odrywają się one i odpływają powoli znikając w nurcie.
Pamięć pozostanie, uczucia zostaną wymazane,
to co było przedtem nigdy już nie będzie takie same.
Zmienił się świat, On się zmienił,
pojmowanie otaczającej Go rzeczywistości się zmieniło.
Wraz z każdą godziną widzi więcej, chłodniej ocenia zdarzenia, ludzi.
Jego serce bije coraz wolniej, to tylko papierosy Go rozbudzają,
jednocześnie zabijając powoli.
„Decyzja należy do Ciebie i tylko Ciebie” – te słowa słyszane nieraz,
czy to z czyichś ust, czy z własnych myśli, przerażają.
Bo czasem decyzje są nieodwracalne, a życie jest tylko jedno.
Papieros powoli spala się ulatniając w niebyt i pozostawiając po sobie popiół, który rozwieje wiatr.
On na co dzień niema poważnej miny, zawsze wygląda jak błazen, szaleniec.
Ale gdy jest sam, gdy dzieje się jego prawdziwe życie ,
niema poważniejszego, roztropniejszego,
bardziej chłodno kalkulującego, wyrafinowanego człowieka.
Niema radości na jego twarzy, nie wymawia żadnego słowa,
chociaż na co dzień tryska humorem i gada jakby miał nieskończoną objętość płuc.
Teraz w tym pokoju tylko czasem mignie u niego mały grymas. 
Jakby uśmieszek.
Jest to uwidocznienie momentów w których wydarzenia toczą się zgodnie z tym, co przewidział.
Jego powaga i spokój są gorsze wtedy od furii,
od szału, od choćby płaczu, lub nawet od zwykłego oburzenia.

Bo cóż można zrobić kamieniowi, nie docierają do niego słowa,
nie odpowie , nie zagrzmi, nie zapłacze…


  • RSS