Niedziela, dzień, w którym albo odpoczywał, albo aktywnie spędzał wolny czas.
Dzisiaj wypadło pół na pół, siedząc przed kompem znów czuł słowa pulsujące mu w głowie.
„Skądś to znam, znowu to samo”
Jego rozczochrane włosy układały się w totalny nieład, zupełnie jakby były odbiciem jego myśli.
Spojrzał na Gitarę.
Stoi taka zakurzona, nieruszana dłuższy czas.
A może gdyby umiał na niej grać?
Nie, to nie przyczyna, przyczyną zapewne jest on sam.
Słońce za oknem coraz intensywniej wołało go do lasu.
Jakoś nie miał nawet na to chęci.
Czas upływał , znikały orzechowe markizy. Jedna za drugą wędrowały w jego ustach.
Tyle planów, tyle uczuć…
Chciał by się udało, ale czuł podskórnie coś, co już znał.
Z bełkotu informacyjnego wyciągał pojedyńcze oznaki.
Czuł się zagubiony, a zarazem w kolejnej podobnej sytuacji.
Z najlepszego możliwego nastroju w jakim się obudził , nie pozostał nawet mglisty skrawek wspomnienia.
Przez twarz przebiegł mu nagły skurcz.
Nie golił się od przeszło tygodnia, wychodzi na to, że będzie miał rudawy zarost jeszcze dzień dłużej…