Wojna, rzecz straszna,
Mówili,śmiało, walcz, idź na całość.
Młodość gnała nas w obcy kraj..
Były ordery, przemowy, nagrody..
Było słońce, były dziewczyny.
Potem było NIC.
Bo nic nie było jak dawniej.
Młodzieńcze marzenia zmazane krwią.
Bohaterstwo opłacone śmiercią.
Strach, ranni, łzy.
Było nam wielu, została garść..
Garść zmęczonych strzępów żołnierzy.
Bracia z oddziału,
bez szans na powrót.
Jedynie sami sobie rodziną..
Nie tak..
Nie tak to nam przedstawiali,
nie ginąć, lecz zwyciężać mieliśmy.
Nie bóg z nami, lecz to śmierć podąża.
Niema sił, co raz upadamy,
Lecz tkwimy na stanowisku.
Niepokonani, lecz poszarpani.
Niema ateistów, niepalących.
Królestwo za papierosa!
Umarł.. kolejny.
Śmierć wszędzie śmierć!
Bij, zabij, zastrzel go!
Lekarza!
Amputowali..
Do boju!
Za ojczyzne!
Umieramy opuszczeni..
Liczą na was!
Zapomnieli o nas..
Efektem kalecy, zimni towarzysze.
Niedola walki, radość z prostych rzeczy..
Gdzie ten świat . Normalny..
Tu śmierć i strach paraliżuje..
Każdy dzień wiecznością,
Każda noc męczarnią..
Bez wytchnienia, walczymy do zwyciężenia.
Biała flaga. Koniec.
Poddali się towarzysze śmierci..
Lecz ona podąża za nimi dalej..
Po latach w pamięci..
Nadal wybuchy, krew, krzyki..
Jak tu żyć , gdy wojna stała się domem..
a dom innym obcym światem..