No i cóż, po raz kolejny zawiedziony,
przez większość otoczenia opuszczony.
Otuchę znajduję tylko siebie oddawaniu,
już nawet nie chcę myśleć… O kochaniu.
I nie dla mnie jest szczęście się skrzące.
Dla mnie tylko myśli w głębi serca bolejące.
Nie mogę się skupić na życiu normalnym,
Pławiąc się ciągle w cierpieniu astralnym.
Jedynie pomaga mi dobro, dobro oddawane.
To, kiedy mogę kogoś pocieszyć nad ranem.
Wtedy, gdy najmniejszy uśmiech tam się pojawia.
Gdy jakieś złamane serce, powoli się naprawia.
Podczas rozmów, uśmiech , radosne zdania.
To, że wyzbywa się strachu, bojaźni , drania..
A gdy już dosyć długo pomagam i się łudzę,
to albo znajdzie się lepszy , a ja się nudzę.
Lub też po prostu , miłość swoje działa.
a dla mnie po raz kolejny samotność została…