myrol

Zewnętrze osobowości

Wpisy z okresu: 4.2010

Tatuaż

Brak komentarzy

Tatuaż będzie kolorowy, wielki lub raczej mały.
Zrobię sobie go niedługo , wyleję nań ból mój cały.
Nie chwały on emanacją będzie , a wnętrza mojego.
Przez całe dalsze życie, do śmierci, końca samego.
Nie liczę na zachwyty nad jego formą, ani nad treścią.
Zrobię go na prawym ramieniu, by żyć z widoczną boleścią. 
Przekazać nieco złego, wewnętrznego poczucia smutku.
Przetrwać nieco bólu, by wywnętrzyć swój ból do skutku.
Może ten pomysł mój jest z pozoru bezrozumny,szalony.
Ale co mi po rozumie, gdy nie będę mieć nigdy dzieci, żony?
Rozum mnie dawno opuścił, służy lepiej już komu innemu.
Mi pozostał tylko żal, bezsilne roztrząsanie gupich problemów.
Poszukiwać przestałem tego, czego mieć nie będę nigdy już.
A na półce z książkami , na moim życiorysie zalegnie kurz.
Nie wiem co z sobą dziś począć, a żyć jakoś przecież trzeba.
Nie wierzę już w kościół, a więc raczej nie pójdę do nieba.
Wiele zaprzepaściłem , jeszcze więcej czeka na moje błędy.
Lecz brnę dalej w porażkach, ślizgam wchodząc w zakręty.
Nie umiem pisać , nie umiem mówić, ani nawet śpiewać.
Więc się po prostu wytatuuję i nie będę nic już opiewać.
Wiele jeszcze się złego w moim życiu na pewno wydarzy.
Nieraz się jeszcze człowiek na różnych sytuacjach sparzy.
Tatuaż więc pozostanie świadkiem ponurej przeszłości.
Będzie wszędzie ze mną, aż w ziemi miękkiej złożę kości.

łza

1 komentarz

Popłynęła..

Cicha i niezauważalna.

Wielu jej nie dostrzegło,

nie zwróciło uwagi.

Z wolna zaczęła dążyć w dół.
Spłynęła z kącika oka..
Podążała po kształcie nosa.
By wreszcie oderwać się od niego. 
By poszybować przez krótką chwilę..

Ku podłodze, ku końcu.

Tap.

Rozbiła się na sto innych .

Cicha, niezauważalna i słona.

Będąca wyrazem niezmiernego cierpienia.

Wewnętrznej niemocy wobec świata.

Bólu i cierpienia,

którym nie zasłużyło się na nic.

Niby facetom nie wypada.

Tap. Tap. Tap.

Czasem nie leci rzeczywista kropla..

Lecz w duszy nadal słychać owe echo.

Tap. Tap. Tap. 
Człowiek rozpływa się ,

czuje rozczłonkowanie.

Tap. Tap.

Nie chce się nic.

A rozmowy tylko denerwują ,

bolą, ranią.

Tap.

To oczyszczenie, odrodzenie.

Co było, być musiało,

co będzie , nieuniknione.

Co boli, boleć musi.

Co cieszy, cieszy krótko.

Co rani, rani głęboko.

Co pamiętane, zaciera czas.

Co zapomniane, przypomni los.

Życie toczy się dalej,
a tymczasem …

Tap. Tap.. Tap…

No i cóż, po raz kolejny zawiedziony,
przez większość otoczenia opuszczony.
Otuchę znajduję tylko siebie oddawaniu,
już nawet nie chcę myśleć… O kochaniu.
I nie dla mnie jest szczęście się skrzące.
Dla mnie tylko myśli w głębi serca bolejące.
Nie mogę się skupić na życiu normalnym,
Pławiąc się ciągle w cierpieniu astralnym.
Jedynie pomaga mi dobro, dobro oddawane.
To, kiedy mogę kogoś pocieszyć nad ranem.
Wtedy, gdy najmniejszy uśmiech tam się pojawia.
Gdy jakieś złamane serce, powoli się naprawia.
Podczas rozmów, uśmiech , radosne zdania.
To, że wyzbywa się strachu, bojaźni , drania..
A gdy już dosyć długo pomagam i się łudzę,
to albo znajdzie się lepszy , a ja się nudzę.
Lub też po prostu , miłość swoje działa.
a dla mnie po raz kolejny samotność została…


  • RSS