myrol

Zewnętrze osobowości

Wpisy z okresu: 5.2009

Być siebie pewnym,
niczym swego cienia obecności.
Umieć się postawić,
nie mieć żadnych słabości.
Dotrzeć do sedna,
zmienić przeznaczenie.
Zastąpić pogardą,
uprzednie uwielbienie.
Zmieść mylące uczucia,
zostawić proste popędy.
Być doskonale idealnym,
poprawić wszelkie błędy.
Zdążać do każdego celu, 
po trupów sromotnej ofierze.
Zdobyć szczytów szczyty,
wybić się w nowej erze.
Nie zważać, nie baczyć,
na losu nadchodzące przeciwności.
Przeć silnie do przodu,
ku zaspokojeniu swej chciwości.
Dotrzeć zawsze tam, 
gdzie inni tylko śnili.
Wykonać wszystko to, 
czego inni nie uczynili.
Zostać wszystkim tym, 
czym nikt dotąd być nie zdołał.
Zdobyć każdą pozycję,
na którą nikt Cię nie powołał.
Samozwańczo, mocno
i straszliwie okrutnie.
Panoszyć pewnie się,
zawsze i wszędzie , butnie.
Lecz wszystko to,
na nic się człowiekowi zda.
Bo życie jest krótkie,
a w dodatku to tylko gra…

W dawnych czasach kiedy byłem w podstawówce jeszcze, a konkretnie w 2 klasie podstawówki- napisałem swoje pierwsze samodzielne dzieło ;)

Dzisiaj go znalazłem grzebiąc w przepastnych czeluściach moich archiw ;)

Ok. Może nie jest to coś świetnego, ale należy pamiętać, że napisałem tę bajkę samodzielnie w takim wieku ;)

Oto ona :

Dawno, dawno temu żył smok, który miał trzy głowy. Pewnego razu w królestwie Bolesława Krzywoustego czarownica Astemina wyczarowała złudzenie smoka.
Król bardzo bał się tego smoka, więc wysłał
trzydziestu żołnierzy żeby złapali go.

Gdy prawdziwy smok dowiedział się o tym , zezłościło go to. Następnego dnia wyruszył , żeby zemścić się na czarownicy.

Gdy dotarł do chaty Asteminy, nigdzie jej nie znalazł, więc wrócił do domu. Tam zastał żołnierzy króla, którzy rzucali kamieniami i strzelali z łuków. Smok ledwo uszedł z życiem i pobiegł do miasta poprosić o pomoc czarownicę. Ale Astemina odmówiła zniszczenia swego dzieła.

Więc trzy- głowy smok pobiegł przekonać króla, żeby odesłał swoich żołnierzy. Gdy dotarł do króla, król zawołał:
„straże!”
i w tej chwili przybiegło dwudziestu chłopów.
Gdy smok ich ujrzał uciekł w las tak szybko, że nie wiedział iż biegnie prosto do domu czarnoksiężnika.
Czarnoksiężnik akurat stał przy czarodziejskiej kuli , w której widział smoka. Więc pobiegł otworzyć mu drzwi, a zdyszany smok wleciał do środka.

Smok zaczął się skarżyć na czarownicę, gdy Astamon to usłyszał od razu dał mu dobrą radę.
Rada ta polegała na tym, żeby smok dał się przemienić w człowieka. Smok zgodził się na to. Po chwili smok był już w zamku, a gdy król go zobaczył, od razu był gotów oddać rękę córki.

Smok i księżniczka żyli długo i szczęśliwie.

KONIEC

Powstańmy!

Ludzie z papieru, którzy mamy spłonąć o świcie.

Nim

spłoniemy, zawalczmy i postawmy się na szczycie.

Nie
marnujmy naszej skrywanej siły póki istniejemy jeszcze.
Pokażmy,

jak wielcy być potrafimy, a oprawców przejdą dreszcze.

Dajmy

szansę na poprawę, dajmy nadzieję innym uciśnionym.

Wtedy

Świat stanie się doskonalszy, będzie światem wyśnionym.

Po
długich latach męczarni w istnienia niebycie.

Nadszedł

czas naszego nadejścia w splendorze i elicie.

Wyjdźmy

z cienia, dajmy się ujrzeć wrogom wszetecznym.

Zdobądźmy,

co się dawno należało, już w czasie przedwiecznym.

Dokonajmy
 tego nim w ogniu ostatecznym spłonąć nam przyjdzie.
Bowiem
ognia palącego żywym płomieniem uniknąć nie idzie.

Spłoniemy

przemienieni w lotne dusze naszego jestestwa.

Zamienimy

się w wiele rozproszonych członków królestwa.

Odlecimy

w oddal ciemności, pradawne nicości odmęty.

Niczym
pogruchotane tonące w pełnym morzu okręty.

Nie

powstaniemy codownie, jak feliks z popiołów.

My
nie cudowni, nie należymy do grona aniołów.

Spłoniemy
jak kartki papieru , zapisanego życia historią naszą.

Rozwiejemy
się jak popiół z wiatrem, życie ostatecznie gasząc.

Powstańmy
więc i wryjmy się w potomnych pamięci!

Pamiętając
że wiecznie żyją tylko wszyscy święci.

Pewnego słonecznego dnia uświadomiłem sobie…

że całego naszego życia powieść kończy sie w grobie.

Że miast wiecznie cieszyć się naszego życia zdobyczami,

kończymy pod warstwą ziemi, będący tylko wspomnieniami.

Życie toczy się dalej, pomimo braku istnienia naszego …

I tylko z żadka ktoś pomysli: „brak mi cię kolego”.

Ciało nasze głęboko na szarym cmentarzu pogrzebane…

Czeka na zmartwychwstanie od dawien dawna zapowiadane.

Jesteśmy na wskroś martwi. Martwi cieleśnie.

Lecz żyjemy myślami, bytując boleśnie.

Dostrzec nie sposób sensu życia naszego..

Czyniono nam i my uczyniliśmy wiele złego…

Z perspektywy patrząc, człowieka pochowanego,

można też zauważyć wiele w byciu żywym dobrego.

Lecz wszystko się do jednego wniosku by skłaniało:

na zrobienie wszystkiego, co nam zrobić się chciało,

na dokonanie wszystkiego , co dokonać się miało,
 czasu nam dano na to z całą pewnością zbyt mało.

Życie przebiega zbyt szybko na odgrywanie pozorów.

Choć trzeba przyznać , że mają one wiele walorów.

Jednakże tracimy na te gierki zbyt wiele naszego cennego zapału…

A tymczasem życie może nagle zakończyć się za pomocą zawału…

A gdy już zrozumiemy naszego minionego bytu popełnione błędy,

na wszelakie poprawki zdarzeń i próby poprawienia się wszędy,

będzie za późno, nie będzie już drugiej szansy dla naszej sprawy.

Bo umrzeć nie znaczy zniknąć , lecz przemienić się na kształt zjawy…

Błądzić po bezkresach świata niedostępnego rozmyślając,

myśląc i zastanawiając, co utraciło się umierając.

Więc póki jeszcze żyjemy na materialnym , żywym swiecie,

starajmy się być jakimi byśmy być chcieli, wiecie, rozumiecie.

Nie udawajmy nikogo innego kogo grać jest nam niewygodnie.

Bo gra, jak to gra. Zakończyć się może niezbyt pogodnie.

Żyjmy więc uczuciami, niechaj one nam wskazują drogę,

uczucia nas nie zwiodą na manowce , nie one czynią pożogę.

Bądźmy takimi jakimi jesteśmy w naszym wnętrzu, w środku.

Nie starajmy się dorównać innym , niszczmy fałsz w zarodku.
Ludzie martwi nie wrócą pośród nas lecząc swych przeżyć rany,

każdy chciałby coś zrobić jeszcze, lecz jego czas już dokonany.

Jedzie szosą lśniąca czarna bm-a,
ciśnie 180, szszu i już jej niema.
Szyby przyciemnione, lakier błyszczący,
środka nie widać, dzień fest gorący.
Jedzie tak prędko, że asfalt aż zwija,
na wszystkich zakrętach jej tyłem wywija.
-Któż to tak jedzie? – myślą przechodnie,
a w to środku siedzą chłopaki wygodnie.
Jeden!  Drugi!!  Trzeci!!!
To juz raczej nie żadne dzieci!
Każdy z nich ma matriksy na nosie,
poznałbyś kolesia, tylko po głosie!
Ostatni zakręt, pisk niesamowity,
to podjazd na parking naszej ekipy.
Stanęła bryka, wysiadło 3 krawaciarzy,
-oby tylko nie mafia!- koleś obok marzy.
Zamknęli wóz, idą pewnym krokiem,
wchodzą na schody, spoglądają bokiem.
Portierka sztywno siedzi, boi sie spojrzeć,
bo mogli by ją chłopaki tam jeszcze dojrzeć.
Idą wyżej, pod drzwi docierają,
wszyscy wokół sie odwracają.
Drzwi się otwarły, cisza dookoła…
A to komisja maturzystów woła !

Człowiek – istota na wskroś myśląca.
Przez całej historii swej dzieje  błądząca.
Chciałoby się rzec nie mamy pojęcia,
jak doprowadzić do swego wniebowzięcia.
Tworzymy coraz to nowsze ideologie,
lecz miast lepszych – tworzymy parodie.
Są tacy co mówią “w przeszłości znajdzie się rada“,
lecz to z kolei innym stronnictwom nieodpowiada…
Ciągłe kłótnie , harmidry , prztyczki i zapasy.
Zamiast w zrozumieniu pracować na lepsze czasy.
A gdy zaistnieje już ta rewolucyjna koalicyja rządowa,
to przez sprzeczne interesy, trza tworzyć rząd od nowa.
Takie to już są, te nasze kraje demokratyczne…
Gdzie by nie spojrzeć – kłótnie polityczne.
A wszystko z jednej się wywodzi przyczyny :
zbytnio się swym własnym zdaniem chełpimy.
Zbyt nas pochłania ciągła walka gorejąca,
ta wojna idei – myśli, każdego z nas mieniąca.
Z baranków łagodnych w wilcy się przeobrażamy,
miast razem zgodnie współżyć – innych pożeramy.
I jedno jest tylko panaceum na wszystkie problemy…
Jeśli pracy, chleba  i prawdziwej wolności chcemy
Musimy przestać patrzeć wzorami, schematami,
a zacząć wolnymi rozumować myślami.

O ciężka i sromotna ścieżko zatracenia,
Ty, która biegniesz wgłąb mego istnienia,
Ty, która nie znasz litości i wytchnienia,
Ty, która z jasności kreślisz element cienia,
Ty, która nie masz jawnego światu imienia,
Ty, która w mym życiu czynisz tyle cierpienia,
Ty, która jesteś przyczyną mojego brzemienia,
Stań się…
Mą drogą…
Do końca…
Do wytchnienia.


  • RSS